Rozgniewany ojciec
 
Franciszek wszedł naprawdę na drogę nawrócenia. Usłyszawszy głos Chrystusa w kościele św. Damiana, zaczął prowadzić życie pustelnika. Nie odpowiadało to jego ojcu. Opisane poniżej wydarzenie będzie już ostatnim w domu rodzinnym, który Franciszek opuści wkrótce definitywnie.

"Niepokojące wieści rozchodziły się o nim po ulicach i placach miasta i dotarły także do ojca. Ten, gdy dowiedział się, jak współmieszkańcy znęcają się nad jego synem, zerwał się natychmiast, aby go odebrać, bynajmniej nie dla uwolnienia go, ale aby go pognębić. Nie panując już zupełnie nad sobą, pobiegł do niego jak wilk do owcy i patrząc nań złym wzrokiem, z twarzą zsiniałą, podniósł bezbożnie na niego ręce. Przywlókł go następnie do domu i przez wiele dni trzymał w ciemnym pomieszczeniu, próbując nakłonić jego ducha (słowami i biciem) do marności tego świata.

Franciszek zaś, nieczuły na słowa i nie zmęczony więzieniem i biciem, cierpliwie wszystko znosił i stawał się jeszcze bardziej chętny i zdecydowany wypełnić święte postanowienie.
Kiedy zaś ojciec jego musiał wyjechać z powodu pilnej konieczności, matka, zostawszy sama w domu, mówiła do syna łagodnymi słowy, nie aprobując postępowania męża. A nie mogąc go odwieść od świętego postanowienia, ulitowała się nad nim, rozkuła kajdany i pozwoliła mu odejść wolno. On zaś, składając dzięki Bogu wszechmogącemu, wrócił do miejsca, gdzie przedtem przebywał. Ciesząc się jeszcze większą wolnością, jako wypróbowany pokusami szatańskimi i doświadczony w znoszeniu przeciwności, uzyskawszy pełniejszą równowagę ducha wśród zniewag, postępował jeszcze bardziej wspaniałomyślnie i szczerze.

Legenda trzech towarzyszy, 17-18