Sanktuarium w Greccio
Klasztor w Greccio
Początki Greccio sięgają średniowiecza. Miejscowość leży na zboczu góry na wysokości 750 m n.p.m. i liczy około 1500 mieszkańców. Klasztor, otoczony lasem dębowym, leży nieco ponad dwa kilometry od wsi. Miejsce to było bliskie Franciszkowi, ponieważ uważał je za "bogate ubóstwem". Miłował tę wieś również dlatego, że jak sam często powtarzał: "W żadnym wielkim mieście nie wiedziałem tylu nawróceń, jak w tym mały Greccio". Gdy bracia wieczorem śpiewali Panu, mieszkańcy zamku wychodzili i przyłączali się do braci. Tu miało miejsce pamiętne świętowanie przez Franciszka Bożego Narodzenia. Tak opisał to Tomasz z Celano:
"Należy ze czcią zachować w chwalebnej pamięci to, co trzeciego roku przed dniem swej chwalebnej śmierci, w pobliżu Greccio, uczynił Franciszek - w Dzień Narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Żył w owej ziemi mąż, zwany imieniem Jan, dobrej sławy i jeszcze lepszego życia, którego błogosławiony Franciszek umiłował szczególną miłością, bowiem choć był on szlachetnego rodu i cieszył się na swej ziemi szacunkiem, wzgardziwszy szlachetnością ciała, poszedł za szlachetnością duszy. Jego to błogosławiony Franciszek kazał do siebie przywołać, prawie na 15 dni przed Bożym Narodzeniem, i powiedział mu: "Jeśli pragniesz, byśmy w Greccio obchodzili nadchodzące święto Pana, pośpiesz się przygotować i to, co ci powiem, spełnij pilnie. Pragnę bowiem uczcić pamięć owego Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Dziecięce niewygody i wyrzeczenia, jakie Pan znosił, gdy został złożony w żłobie i gdy leżał położony na sianie w obecności wołu i osła, pragnę ukazać, na ile to będzie możliwe, dla cielesnych oczu".
Słysząc to, mąż dobry co prędzej pobiegł i wszystko na wskazanym miejscu przygotował, jak nakazał Święty. Nadszedł dzień radości, dzień wesela. Z wielu miejsc zostali wezwani bracia. Mężowie i niewiasty owej ziemi z radością serca przygotowali, wedle możności, świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, która błyszczącą gwiazdą oświetliła wszystkie dni i lata. Przybył wreszcie Święty Boży, a znalazłszy wszystko przygotowane, ucieszył się. Przygotowano żłób, kładąc w nim siano, a do groty wprowadzając wołu i osła. Prostota otoczona jest czcią, wywyższone zostaje ubóstwo, zalecona wszystkim pokora, a Greccio staje się jakby nowym Betlejem.
Noc, oświetlona jak dzień, staje się radosna dla ludzi i zwierząt. Przybywają ludzie i przeżywają nową radość przy nowym misterium. Las wypełnia się głosami, a radującym się odpowiadają skały. Śpiewają bracia, oddając należną chwałę Panu, cała noc pełna jest radości.
Święty Boży stoi przed żłobem, pełen wzruszenia, przeniknięty uniesieniem i prawdziwą radością. Na żłobie odprawia się uroczysta msza św., w czasie której kapłan doznaje niezwykłej radości.
Franciszek, ubrany w dalmatykę, gdyż był diakonem, dźwięcznym głosem śpiewa świętą Ewangelię. Jego głos jest żarliwy, słodki, jasny, zachęcający wszystkich do niebieskich pragnień. Głosi następnie stojącemu wokół ludowi kazanie - o narodzeniu ubogiego Króla i o małym mieście Betlejem wyraża się ze słodyczą. Często również, gdy chce nazwać Chrystusa imieniem "Jezus", nazywa go po prostu "Dziecięciem z Betlejem", z nadmiaru miłości, a wymawiając słowo "Betlejem" naśladuje jakoby beczenie baranka, napełniając usta swe nie tyle głosem, ile raczej słodkim wzruszeniem. Ilekroć wymawia "Dziecię z Betlejem" albo "Jezus", tylekroć dotyka językiem warg, jak gdyby rozkoszując się słodyczą tych słów.
Mnożą się tam dary Wszechmogącego, a pewien mąż cnotliwy otrzymuje widzenie. Widzi bowiem w żłobie leżące Dzieciątko bez tchu, do którego przystępuje mąż Boży i budzi je jakoby z głębokiego snu. Nie ma żadnej przesady w tym widzeniu, bo Dziecię Jezus w wielu sercach było zapomniane, lecz przez sługę swego Franciszka, dzięki pomocy łaski, zmartwychwstało i powieszone zostało troskliwej pamięci.
Po skończeniu uroczystego czuwania modlitewnego, wszyscy, pełni radości, wrócili do swoich domów".