Świadectwa o Kaplicy Domu Pielgrzyma

Kaplica p. w. Matki Boskiej Królowej Aniołów - nasza duszpasterska Porncjunkula...

Coraz więcej osób mówi nam, duszpasterzom, że w kaplicy Domu Pielgrzyma, wyprosiło szczególne łaski. Przyjeżdżacie, by podziękować w tym miejscu za uzdrowienia i nawrócenia. Dlatego zbieramy Wasze świadectwa o tych cudach małych i większych, by stały się zachętą do modlitwy w miejscu, gdzie Bóg chce prawdziwie działać i obdarzać swoimi darami Miłosći.

Oto kilka z nich:

 

Kaplica na Górze św. Anny to niewątpliwie miejsce cudów i nawróceń. Została wybudowana w 1938 roku. Od wielu lat o miejscu tym wiele się mówi. Przykładem jej "siły" jest moje doświadczenie.
W zeszłym roku byłam po raz pierwszy na Ewangelicznym Rozliczeniu. Poznałam tu pewnego chłopaka. Po pewnym czasie okazało się, że jest on daleko od Boga. Przyjechał tu tylko po to, aby się pobawić. Chciałam, by przystąpił do spowiedzi. On wahał się. Chodziłam do kaplicy regularnie i modliłam się w jego intencji. Później powiedział mi, że przystąpił do sakramentu pokuty i pomogło mu to.
Takich oraz innych historii można by przytoczyć wiele. Ogólnie kaplica ta jest miejscem wyciszenia. Większość osób pytanych przeze mnie, czym ona dla nich jest, odpowiadało w taki sam sposób. Mówili, że mogą się tu zatrzymać. Tu naprawdę mogą porozmawiać z Bogiem, w ciszy swojego serca. Nikt ich tu nie pogania, nie karci, nie rządzi. Miejsce to jest na pewno wyjątkowe i bardzo ważne. Większość ludzi zapytanych o najważniejsze miejsce w Domu Pielgrzyma, wymienia właśnie kaplicę. Pomijają salę, w której się bawią, jadalnię, gdzie nabierają sił.
Myślę, że ludzie, którzy są choć trochę z nią związani, czują potrzebę odwiedzania jej. Teraz właśnie siedzę tu i piszę ten artykuł. Tylko tutaj mogę pisać o kaplicy. Podsumowując, kaplica jest miejscem wyjątkowym o wielkiej mocy. Zapraszam więc tu każdą osobę. Naprawdę warto. K.

 

„Jest takie miejsce”

Zabiegani w naszej codzienności nie mamy na nic czasu. Choć doba ma 24 godziny, to często mamy problem jak ze wszystkim zdarzyć.
Jest takie miejsce gdzie można zapomnieć o szarej rzeczywistości, mieć czas na modlitwę, spotkanie z drugim człowiekiem.
Jadąc przez malowniczo położone wioski, zielone lasy docieramy do podnóża góry, na której szczycie wznosi się bazylika pod wezwaniem św. Anny Samotrzeciej, niżej stoi Dom Pielgrzyma. Dookoła roztaczają się piękne widoki. To piękne miejsce wprowadza specyficzny klimat.
Jednym z najniezwyklejszych pomieszczeń na terenie Domu Pielgrzyma jest kapliczka pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej.
W kaplicy nie ma przepychu. Jest ona skromna, ale piękna.
Wygląd kaplicy zawdzięczamy w głównym stopniu br. Jackowi, rzeźbiarzowi, który wykonał większą część dzieł znajdujących się tutaj.
Kapliczka to miejsce, gdzie nasze nogi kierują nas od razu po przyjeździe. Gdy wchodzimy do tego świętego pomieszczenia atmosfera tam panująca, ta cisza i zapach drewna, Jezus przybity do krzyża i półmrok tam panujący to wszystko sprawia, że mamy świadomość i gwarancję, iż Bóg jest z nami i wysłuchuje naszych próśb i błagań. Ściany tej kaplicy są przemodlone, a gdyby mogły mówić to powiedziałyby naprawdę wiele…
Cisza panująca w kaplicy jest niezwykła. Przybywając tu nie rozmawiamy już z nikim, nie robimy żadnych gwałtownych ruchów, ściszamy oddech. Takie zachowanie wypływa z nas samych, jest to pewna forma szacunku do Jezusa eucharystycznego.
Gdy jestem tu cała reszta świata zostaje za drzwiami. W środku jestem tylko ja i Bóg, wszystko inne nie jest istotne. Wpatrując się w krzyż wchodzę w inny świat – w świat Boga. Tam mam pewność, że on mnie wysłucha i dopomoże.
Podczas Święta Młodzieży w kaplicy przez całą dobę trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Każdy może przyjść i modlić się do Pana. Powstała także Diakonia Modlitwy, a osoby do niej należące codziennie adorują Chrystusa ukrytego w hostii. Dzięki temu w kaplicy cały czas ktoś jest.
Kaplica franciszkańska jest cudownym miejscem, do którego kocham wracać. Wierzę, że w tym miejscu dzieją się cuda. N.N.

 

Chcę napisać swoje największe przeżycie z Górki a było to 6 grudnia na ADS.
W sobotni wieczór był najpierw koncert zespołu 40i30na70, czyli 40 synów i 30 wnuków jeżdżących na 70 oślętach.
Muzyka poprostu obłędna!
Potem kolacja i spotkanie w sali św. Maksymiliana. Były świadectwa wiary i opowieść ks. Tomasza o Indiach. Przespałem to na ramieniu Oli,potem świadectwo p. M. słyszałem to ze 100 razy i przespałem to znów :)
Potem o. Augustyn powiedział że każdy kto chce zostać w sali św. Maksymiliana niech zostanie a Ci którzy są zmęczeni mogą wyjść. To było związane z "Nowym Życiem"
Na początku się zawahałem, ale pomyślałem "Zostanę, będę się modlił" i w tym samym momencie poczułem wewnętrzną siłę i poprostu zacząłem płakać jak dziecko nie przejmując się tym że dokoła mnie jest 200 ludzi. Modliłem się do Boga słowami "Boże daj mi siłę
być twoim wiernym sługą, nie pozwól mi cierpieć, nie karz mnie za to co zrobiłem źle bo jestem słaby". Dziękowałem Bogu za miłość którą mnie obdarza.
Dostaliśmy wszyscy "Mapę życia" i klęknęłem przed obrazem Jezusa i modliłem się, ręce miałem wzniesione ku górze, oczy zamknięte a spod powiek łzy ciekły mi ciurkiem. W pewnym momenci usłyszałem szept w uchu "BÓG CIĘ KOCHA". To był głos p. M.,
ale nie zastanawiałem się nad tym. Liczył się wtedy tylko Bóg!
Potem animatorzy odmawiali za nas modliwy osobiste. Podzeszedłem do jednego z nich i porozmaiwałem z nim czego chwilę wcześniej doznałem i tylko zobaczyłem jak się uśmiechnął i powiedział że równo rok temu czuł się tak samo
Modlił się za mnie do Boga prosząc o łaski a ja cały czas płakałem. Trzymał dłoń mi na ramieniu a ja nie odczuwałem dłoni człowieka tylko bliskośc Chrystusa.
To jest moje świadectwo wiary, ufam Panu bo Bóg jest światłością życia i wiem że mi pomaga we wszystkim co robię. P.

 

Mając 15 lat na jednym z obozów, na który pojechałam poznałam chłopaka. Był tacy jak wszyscy: palił, pił, przeklinał. Ja za wszelką cenę szukałam miłości i kogoś, kto się mną zainteresuje. Ale żeby on mnie zauważył trzeba było coś zrobić. Więc chodziłam za nim wszędzie gdzie się dało. Zaczęłam też palić i słuchać różnych nieprzyzwoitych tekstów. Wszystko, aby być obok niego. Potem wróciłam do domu, oczywiście nic nie mówiąc mamie. Wszystko było tajemnicą. Wtedy mój brat zaproponował po paru dniach papierosa ze słowami „Tylko się nie wygadaj mamie”. Wzięłam. Ale wszystko zaczęło się psuć. Mama zajrzała do skrzynki odbiorczej i nadawczej mojej komórki, gdzie były sms-y na temat XIII księgi „Pana Tadeusza” i inne. Zaczęła się rozmowa, rozmowy. Wszystko wyszło na jaw. I znajomość z Patrykiem, tym chłopakiem i papierosy. Nie udało się ukryć też znikomego udziału mojego brata. A ja się jeszcze bardziej pogrążyłam. Kłamałam. Mówiłam, że Patryk nic nie jest winny. Wypierałam się tego, że paliłam. Najgorszy cios otrzymałam, kiedy płacząc moja mama powiedziała, że straciła do mnie zaufanie i trudno mi będzie je odzyskać. Wtedy pierwszy raz widziałam jak płacze… przeze mnie. Wtedy też usłyszałam, że jeżeli nie zerwę kontaktu z Patrykiem to nie wrócę do szkoły (uczyłam się we Wrocławiu, a mieszkałam 120 km dalej, a we Wrocławiu w internacie). Było dużo płaczu i nie wiedziałam co robić. Życie zaczęło toczyć się dalej, ale nastroje pozostawały. Przestawałam palić, zerwałam kontakt z Patrykiem. Bardziej zależało mi na rodzinie, ale z mamą wciąż było nie tak. Wtedy pojechaliśmy z mamą i wspólnotą Hh na ADS. Modląc się w kaplicy Domu Pielgrzyma wciąż myślałam co zrobić. Zobaczyłam moją mamę, też się modliła. Dodam, że jeszcze przed wyjazdem miałam dosyć płaczliwą spowiedź i choć usłyszałam, że muszę ustalić jakoś priorytety to coś we mnie wciąż siedziało. Wtedy po wyjściu z kaplicy dogoniłam mamę i jeszcze raz powiedziałam „przepraszam, wybacz mi”, a mama mnie przytuliła i powiedziała, że wszystko w porządku. W tym momencie poczułam jak nagle zrobiło mi się lekko na sercu. Tak jakby jakiś głaz runął z głośnym trzaskiem na ziemię. I wtedy uśmiech mamy uświadomił mi, że modlitwa, prośba o odzyskanie jej zaufania, którą zanosiłam w kaplicy została wysłuchana. Z mamą, dziś, wszystko jest w najlepszym porządku. Znowu mam jej przyjaźń. Doświadczenie to nauczyło mnie, że:
1. Kłamstwo ma krótkie nogi,
2. Zaufanie łatwo stracić, ale ciężko, cholernie ciężko je odzyskać…
3. …ale z Bogiem nawet najtrudniejsze rzeczy i sytuacje rozwiązują się jak supełki.
„Nie bój się, wiem tylko.” A.


Na Wasze dalsze świadectwa - choćby anonimowe i składające się z kilku zdań - czekamy pod adresem mailowym duszpasterstwa. DZIĘKI!!!