Za Górami, za lasami był se Jozo z dzieciakami,
towarzyszył mu Augustyn co miał na łbie 7 pustyń.
I nastało jak co roku, zimowicho u Francichów.
"Tak jest mało czasu, mało chwil,
zimowisko trwa tylko kilka dni..."
Gdy przybyłyśmy do starego, dobrego Dunsa Szkota, było jeszcze grubo przed czasem,
lecz o dziwo po chwili zaczęli się zjeżdżać pozostali uczestnicy...
W skromne progi franciszkańskiego przytułku wstąpiło 17 totalnie zróżnicowanych
osobników, niektórzy z nich tachali ze sobą narty, inni swym wzrostem przypominali
skrzaty a ich walizy ledwo mieściły się we wrotach budynku. Już wtedy czułyśmy,
że tegoroczne zimowisko będzie wyjątkowe, a zarazem superowe.
Pierwszego wieczoru odwiedzili nas Bracia Postulanci wraz, z którymi stworzyliśmy
smaczną sałatką owocową oraz bawiliśmy się aż do Mszy Świętej.
Potem już tylko bajeczka na dobranoc i sny o przyszłych Dziuniach;).
Kolejne dni zleciały w oka mgnieniu:(
W grupach, na które zostaliśmy podzieleni wykonywaliśmy kolejne misje, zdobywaliśmy
punkty w konkurencjach takich jak np. karaoke, konkurs liturgiczny- w którym
górowało rodzeństwo Kowalików, tworzyliśmy opowiadania o swoich patronach postacie
te były z leksza zwapnione, lecz podczas przytaczania
ich życiorysu wszyscy "jarali fokę"...
Jedną z ostatnich rywalizacji była bitwa na śnieżki i wyścigi jabłko-lotów.
W celu jej stoczenia wybraliśmy się na Kłodzki stadion sportowy nieopodal, którego
znajdowało się parometrowe, ale jakże przydatne wzgórze.
Zabawa była przednia:D nawet największe wapna dały się skusić na przejażdżkę
na jabłuszku z największego pagórka w Kłodzku!
Każdego wieczorku przed pójściem do łoża wysłuchiwaliśmy bajeczek na Dobranoc
skonstruowanych przez naszych Mistrzuniów (czyt.Ojców).
Codziennie przenosili nas oni w inny świat raz w sielankowy obraz Karłowic (dzielnica
Wrocławia) innym razem zaś poznawaliśmy losy dusz błądzących po Kłodzkim klasztorze
Franciszkanów.
Pewnego wieczoru w odwiedziny wpadła niezła zgrana ekipejszyn
z Głubczyc i porwali w nas karaokowe tany-tany!:D
Przedostatniego poranka wybraliśmy się z naszego przytulnego ośrodka wczasowego
na wycieczkę do jakże pięknych uroczych Wambierzyc i najwspanialszej szopki
na świecie było mega dużo niezapomnianych chwil, a także mały poczęstunek skradziony
z przed nosa Tobiaszom.
Potem udaliśmy się w ekstremalnie ekspresową (w 5 min cała zwiedzić;)wycieczkę
po Polanicy-Zdroju na czele z pustynnym wodzem O. Augustynem.
w Dzień wyjazdu rozegraliśmy jeszcze partyjkę popularnej na zimowisku gry zwanej
Killerem, której mistrzem jest Bujnowłosy (czyt.O.Augustyn)
pożegnaliśmy się ze łzami w oczach i rozeszliśmy w cztery strony Kłodzka i pojechaliśmy
do Wrocławia z naszym zbójem O.Fidelisem!
Do zobaczyska za Rok !
Jak Bóg da!
KLARYCHY