Dzień 1
Nasza pielgrzymka rozpoczęła się dnia 29.07.09 w kaplicy klasztornej u ojców
franciszkanów we Wrocławiu. Gdzie podczas Eucharystii
prosiliśmy Boga o szczęśliwą podróż oraz o owocne przeżycie tego czasu. Punktualnie
o godzinie 22.30 wyruszyliśmy (klimatyzowanym autokarem). Naszym pilotem i głównym
przewodnikiem okazał się być sympatyczny i radosny Tomek. Dzielił się on z nami
całą swoją szeroką wiedzą, a nawet informował nas o sposobie chodzenia tamtejszych
krów- należy zapamiętać że, chodzą tylko do przodu:)
Dzień 2
Wczesnym rankiem wjechaliśmy na malownicze tereny Austrii, a później z modlitwą
różańcową na ustach przybyliśmy do celu naszej "wyprawy" czyli w górzyste
rejony północnych Włoch. W godzinach popołudniowych zaczęliśmy kroczyć drogami
św. Franciszka oraz św. Ojca Pio. Pierwszą nawiedzoną przez nas świątynia była
bazylika św. Antoniego w Padwie. Bazylika ta zwana
jest "cudem Padwy", a znajdują się tam relikwie świętego Antoniego
(w tym język) oraz sarkofag z jego ciałem. Można było w modlitwie prosić we
własnych intencjach za wstawiennictwem świętego. Później zrobiliśmy sobie spacer
cudnymi alejkami parku w Padwie. Po eucharystii z powrotem wsiedliśmy w autokar
i udaliśmy się do miejsca zakwaterowania. Hotel umieszczony był nad morzem Adriatyckim,
więc po obfitej obiadokolacji mogliśmy zakosztować uroków turystycznego, nadmorskiego
miasta. A dodatkowo wykąpać się w ciepłym morzu.
Dzień 3
Tego dnia po lekkim włoskim śniadanku, wykwaterowaniu i zapakowania się do autokaru
jeździliśmy bezpośrednio do miejsc związanych ze św. Franciszkiem. Odwiedziliśmy
Alvernię- Z Sanktuarium stygmatów św. Franciszka.
A także bazylikę Matki Bożej Anielskiej (tuż pod
Asyżem). Co ważne w środku tej przepięknej i ogromnej budowli znajduje się niewielki
kościółek (Porcjunkula), który to święty Franciszek zaczął odbudowywać, gdy
nieopatrznie zrozumiał słowa Boga.
Popołudniem dojechaliśmy do miejsca noclegu, był to hotel z widokiem na stację
benzynową i nic poza tym:) Ale i tak było wesoło i dość głośno :)
Dzień 4
Ten dzień był jednym z najbardziej emocjonujących. Mogliśmy przejść się drogami,
po których wiele lat wcześniej chadzał młody Franciszek Bernardone, oraz zakosztować
klimatu zachowanego w stylu ślicznego średniowiecznego miasteczka - Asyżu.
Doskwierał nam upał - ale to podobno w tych rejonach normalne:) Więc musieliśmy
dużo pić i jakoś dawać radę:) Odwiedziliśmy między innymi Bazylikę św. Franciszka,
Bazylikę św. Klary oraz Bazylikę św, Rufina. W asyskiej kaplicy ojcowie odprawili
mszę świętą, a potem chętni razem z ojcem Augustynem udali się do Pustelni Carceri,
gdzie św. Franciszek często przebywał w samotności. Natomiast inni mieli czas
by spokojnie powrócić do zwiedzonych wcześniej miejsc, oraz przespacerować się
uliczkami Asyżu. Ostatnim punktem programu przewidzianego na ten dzień był kościółek
św. Damiana. Gdzie też Franciszek usłyszał słowa
z krzyża San Damiano : Idź i odbuduj mój Kościół.
Po tym obfitującym we wrażenia dniu udaliśmy się do Supermarketu by odbudować
nasze zapasy wody i jedzenia. Bo jednak lekkie włoskie śniadania nam nie służyły
:)
Dzień 5
Jednym z ostatnich miejsc związanych ze świętym Franciszkiem jest Greccio,
gdzie udaliśmy się niedzielnym porankiem. Miejscowość ta jest o tyle ciekawa,
gdyż znajduje się na zboczu góry, więc właściwie wygląda jakby była wykuta w
skale. W Greccio święty Franciszek jako pierwszy na świecie wprowadził w Kościele
Katolickim zwyczaj urządzania żłóbka z okazji Wigilii Bożego Narodzenia. Następnie
udaliśmy się do Fonte Colombo, do miejsca w którym
święty Franciszek namalował na ścianie znak Tau ( jak powiedział ojciec Jozue-
to bawił się w graficiarza:) W Fonte Colombo zostaliśmy zaproszeni do udziału
we mszy świętej, odprawianej w języku włoskim. Co prawda to większość z nas
niewiele rozumiała, ale byliśmy zgodni co do jednego - że Franciszkanin ( hm...
organista?) miał talent.
Eucharystia była uwieńczeniem tego czasu, który spędziliśmy na podążaniu drogami
św. Franciszka, gdyż następnie udaliśmy się do Manoppello,
gdzie znajduje się Chusta św. Weroniki z odbiciem twarzy Pana Jezusa. Było to
naprawdę niesamowite przeżycie-spojrzeć w oczy Chrystusa...
Tego tez dnia dojechaliśmy do miasta typowo turystycznego i bogatego ( biorąc
pod uwagę ubóstwo południowych Włoch)- San Giovanni Rotondo, więc znów wieczorem
mogliśmy przechadzać się włoskimi uliczkami. Gdyż Włochy tak naprawdę budzą
się w nocy:)
Dzień 6
Tego dnia już o 10 rano byliśmy umówieni z panią przewodnik, która oprowadziła
nas po miejscu, gdzie żył św. Ojciec Pio - San Giovanni
Rotondo. Mieliśmy okazję zobaczyć Jego ciało, które już we wrześniu br.
będzie z powrotem włożone do krypty. Wcześniej jednak wraz z inną grupą z Polski
uczestniczyliśmy we mszy św. w kaplicy, gdzie ojciec Pio również odprawiał Eucharystię,
za życia. Bardzo szczegółowo poznaliśmy jego życie, oraz naukę.
Następnie udaliśmy się do nadmorskiego miasteczka Monte
SantAngelo, które jest oddalone od San Giovanni Rotondo jedynie 20km.,
by tam nawiedzić Sanktuarium św. Michała Archanioła. Sanktuarium zachowane jest
w dość surowym stanie, a żeby doń wejść trzeba zejść po sporej ilości schodów.
Kościół robi naprawdę wrażenie - stoi tam wielka złota figura Michała Archanioła.
Po odwiedzeniu Sanktuarium mogliśmy się przespacerować uliczkami tego miesteczka,
jeszcze nie tak bardzo pełnego turystów. Szczególną uwagę przykuwały domy mieszkalne,
pobielane wapnem i ciągnące się wzdłuż wąskich i stromych uliczek.
No i na koniec tego dnia pozostało ostatnie "Sanktuarium" czyli supermarket,
gdzie uzupełnialiśmy zapasy pożywienia:)
Dzień 7
W tym dniu wybraliśmy się do Loreto, gdzie według
tradycji w bazylice znajduje się Domek Maryi, przywieziony z Nazaretu. Jest
on umieszczony po środku Kościoła, więc oprócz wchodzenia do środka można go
obejść. Następnie odwiedziliśmy Cmentarz Żołnierzy Polskich, którzy polegli
podczas II wojny światowej. Oddaliśmy im tam hołd wspólną modlitwą.
Na mszę świętą wybraliśmy się do niedalekiego Osimo,
gdzie swoją placówkę mają Franciszkanie naszej prowincji. Przywitał nas ojciec
Patryk (pozdrawiamy!:)
Tego dnia pierwszy raz spadł deszcz, a temperatura trochę spadła, ale posuwając
się z powrotem na północ Włoch odzyskaliśmy na powrót słoneczną pogodę:) I popołudniem
spokojnie mogliśmy wykąpać się w morzu oraz pochodzić po ulicach kolejnego nadmorskiego
miasta, pełnego małych sklepików oraz ludzi różnego pochodzenia.
Ucieszyło nas, że w tym hotelu pracowały Polki, które można było normalnie poprosić
o dokładkę:) A dostawaliśmy nawet bardzo zbliżone posiłki do tych z Polski:)
Dzień 8
Ostatni dzień naszego pobytu we Włoszech, spędziliśmy na plaży. A więc tym razem
coś dla ciała a nie dla ducha. Kąpaliśmy się w morzu, graliśmy w siatę, opalaliśmy
się ( bo co innego robi się na plaży:)
Popołudniu ojcowie odprawili mszę świętą w pobliskiej kaplicy, udaliśmy się
na obiadokolację, zapakowaliśmy do autokaru i wyruszyliśmy z powrotem do Polski.
Każdy znalazł sobie swój sposób na wygodną podróż( biorąc pod uwagę poparzone
plecy co po niektórych), np. wygodna leżąca pozycja na podłodze autokaru ( czyżby
zapomnieli o obowiązku zapinania pasów? )
Dzień 9
Bezpiecznie i dość szybko dojechaliśmy do Wrocławia
(bo tuż przed południem). I tak jak zaczęliśmy Eucharystią tydzień wcześniej,
tak zakończyliśmy. A następnie każdy pożegnał się z wszystkimi, wziął
plecak (swoich win) i udał sie w swoją stronę.
Czas ten spędzony w tych wszystkich pięknych i pobożnych miejscach, był czasem cudownym i niewiadomo czy jeszcze kiedyś tam powrócimy, dlatego należy cieszyć się z tej szansy i dziękować Boku, że umożliwił nam tą pielgrzymkę.
Ula